NIETYPOWE WRÓŻBY NA ANDRZEJKI

Wiemy, że 29 listopada trzeba lać wosk, śnić, iść na rozstajne drogi. Ale wyobraźnia ludzka nie ma granic i na przestrzeni tysiącleci stworzyła wiele rodzajów wróżb. Niektóre mogą się nam wydać nieco zaskakujące...

Wyśnij sobie męża

Chcesz się dowiedzieć, kto będzie Twoim mężem (żoną)? Jednym z najmniej skomplikowanych rytuałów magicznych, który pomoże Ci osiągnąć Twój cel, jest wyśnienie sobie twarzy przyszłego partnera.
Niestety, jedynym mankamentem tego rytuału jest to, że możesz go wykonać tylko raz w roku, w wigilię swoich urodzin (noc przed Twoimi urodzinami). W wigilię andrzejek też można go zastosować, ale skutki nie będą w 100% pewne...
By czary zadziałały, powinnaś sobie przygotować liście świeżej mięty, łyżkę miodu lipowego, niedużą marchew, bursztyn, czerwoną świecę i kawałek lnu.
W noc przed rytuałem przygotuj wywar z mięty, dodaj do niego łyżkę miodu i włóż marchew z bursztynem. Ważne jest, byś podczas sporządzania wywaru zachowała całkowite milczenie. Następnie przykryj tak przygotowany napój gazą i odstaw do następnego dnia w ciemne miejsce.
Kolejnej nocy zapal czerwoną świecę, wyjmij z wywaru marchew i bursztyn, a następnie osusz je. Po chwili wypij do dna pozostałą miksturę, najlepiej jednym tchem. Według starych przepisów napój ma Ci rozjaśnić i wyostrzyć wizję senną ukazującą twarz Twego mężczyzny.
Później osmal nieco korzeń marchwi i bursztyn nad płomieniem świecy, zawiń je w przygotowany len i połóż pod łóżkiem. Zgaś świecę i połóż się spać. Teraz pozostaje Ci tylko czekać na proroczy sen. Jeśli nie pojawi Ci się żadna konkretna wizja to znak, że w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy nie wyjdziesz za mąż. Paniętaj - po obudzeniu się rankiem, nie wolno Ci spojrzeć w okno, bo jeśli nawet będziesz o kimś śniła, natychmiast o tym zapomnisz!

Spotkanie na skrzyżowaniu dróg

W wigilię andrzejek możesz natomiast z powodzeniem posłużyć się inną wróżbą, bardzo niegdyś cenioną. Dziś jej stosowanie może być nieco utrudnione, zwłaszcza w mieście, gdyż wymogiem jest udanie się na najbliższe, niezbyt uczęszczane skrzyżowanie dróg. W mieście o skrzyżowania nietrudno, tyle że zazwyczaj są bardzo ruchliwe...
Przez cały dzień przed wróżbą powinnaś jeść wyłącznie chleb z wodą. Kolejnego dnia w samo południe idź na najbliższe skrzyżowanie dróg i zadaj głośno pytanie: "jaki mąż jest mi pisany?" Następnie uważnie czekaj na pierwszy znak.
Jeśli drogą przejdzie bądź przejedzie jako pierwszy mężczyzna, to w ciągu roku poznasz swego przyszłego męża. Ale to nie koniec wróżby. Następnie postaraj się dokładnie przyjrzeć temu mężczyźnie. Charakterystyczne jego cechy będzie miał też Twój wybranek. Jeśli więc spotkany mężczyzna będzie pijany, brudny lub biedny, to według starej przepowiedni, takiego będziesz miała męża. Jeśli jednak będzie elegancki i wytworny, to i Tobie los sprowadzi takiego mężczyznę. Jeśli będzie to starszy pan, to Twój mąż też będzie od Ciebie sporo starszy. Gdy w przeciągu dwóch godzin nie przejedzie ani nie przejdzie żaden mężczyzna, to znak, że w najbliższym czasie nie wyjdziesz za mąż.

Aneta Bartnicka

Dawne Słowianki, a szczególnie panny z terenów dzisiejszej Rosji, wróżyły za pomocą... latających dywanów! Aby poszukać sobie mężów, biegły gromadą na rozstaje dróg. Tam rozkładały na ziemi bydlęcą lub końską skórę. Potem siadały na niej i zakreślały wokół magiczny krąg dla ochrony przed demonami. Kiedy wszystko było gotowe, najodważniejsza z nich rozkazywała duchom, żeby uczyniły "dywan" niewidzialnym, uniosły go w powietrze i pokierowały lotem. Dziewczęta wierzyły, że dzięki tej pomocy z zaświatów uprzedzą fakty i odnajdą po kolei domostwa swych przyszłych zalotników.

Kolacja z duchem

Inna wróżba miłosna miała w sobie coś z... horroru! O północy dziewczynę żądną wiedzy o przyszłym mężu zamykano w pustej izbie, oświetlonej jedynie bladym płomieniem świeczki. Tam musiała rozebrać się do naga i magicznym zaklęciem zaprosić ducha nieznanego jeszcze narzeczonego na ucztę. Potem siadała tyłem do stołu, ale dzięki trzymanemu w dłoni lusterku nie spuszczała go z oczu. Po dłuższym, pełnym napięcia oczekiwaniu pojawiały się omamy, a wraz z nimi pierwsze rozterki. Bo nie było przecież pewności, czy na wezwanie stawi się oczekiwany gość, czy też może sam diabeł! Taka "kolacja we dwoje" nie zawsze wychodziła kandydatkom do zamążpójścia na zdrowie. Wiele z nich nie wytrzymywało wróżby do końca - wybiegały z izby, a niektóre nawet traciły przytomność. Podobno były dwie możliwe przyczyny takich reakcji - paniczny strach albo "miłość od pierwszego wejrzenia". No cóż, na dwoje babka wróżyła...

Ale dawne wróżby dotyczyły nie tylko spraw matrymonialnych.

Prognoza (z) pogody

Starożytni Hetyci (lud z Azji Mniejszej) wróżyli m.in. z błyskawic i grzmotów. Istniał nawet specjalny zbiór przepowiedni, tzw. kalendarz brontoskopijny (nazwany tak od brontoskopii, czyli sztuki obserwowania piorunów). Proroctwa spisano w nim według następującej zasady: "Jeżeli w dniu 20 sierpnia uderzy piorun, to..." i tutaj podawano, co się wydarzy. Podobne zestawienia, zwane księgami grzmotów i błyskawic, cieszyły się wielkim powodzeniem również w Cesarstwie Rzymskim. Mieszkający w środkowej Italii Etruskowie mieli nawet wróżebną naukę o piorunach oraz swój własny kalendarz, podobny do hetyckiego. Interpretacją objawów burzy zajmował się u nich specjalny wróżbita - fulgurator.

Obsesja znaków

W czasach antycznych znakami wróżebnymi mogły być również sytuacje najzwyklejsze pod słońcem. Gdy po najeździe Galów na Rzym senat debatował nad odbudową lub opuszczeniem zrujnowanego miasta, w pewnym momencie wśród zebranych zapadła cisza. I właśnie wtedy do uszu senatorów dobiegł donośny głos żołnierza, który gdzieś w oddali rozkazywał swym podwładnym: "Zatrzymajcie się, zostajemy tutaj!". Obradujący potraktowali to jako zachętę ze strony bogów do odbudowy miasta.
Ale w tamtej epoce ludzie byli wyczuleni szczególnie na złe wróżby. Z błahych - jak nam się dziś wydaje - powodów odkładano wielkie przedsięwzięcia. Ateńczykom wystarczyło, że tuż przed wyprawą ich floty jakiś marynarz kichnął, a wszystkie okręty musiały pozostać w porcie. Ten uciążliwy przesąd obowiązywał wiele lat, aż w końcu jeden z dowódców wyśmiał go. "Gdyby bogowie naprawdę chcieli ostrzec żeglarzy przed niebezpieczeństwem - stwierdził - to kazaliby kichnąć każdemu z nich".
Rzymianie nie byli wcale mniej przesądni. Gdy pewnego dnia wybuchł bunt przeciwko cesarzowi Augustowi, ten okazał się "mądry po szkodzie". Szybko przypomniał sobie wróżbę, która rzekomo zapowiadała, a może nawet spowodowała, spisek. Wszystkiemu winien był służący cesarza. Gdy rano pomagał władcy się ubierać, założył mu prawy sandał na lewą nogę. Rzeczywiście, zły omen jak się patrzy!

Uczty drobiu

Ciekawa odmiana wróżbiarstwa starożytnego polegała na korzystaniu z usług... drobiu. W Rzymie powszechne były obserwacje zachowania się świętych kur przy jedzeniu. Gdy ktoś pragnął zasięgnąć porady, przynoszono mu klatkę z kurami i sypano ziarno. Zainteresowany zadawał pytanie i czekał na reakcję ptaków. Jeżeli rzucały się łapczywie na pożywienie, wróżba była pomyślna. Jednak nie obywało się przy tym bez fałszerstw. W zależności od tego, czy kapłani mieli ze sprawy jakąś korzyść, głodzili lub karmili do syta kury przed wróżbą.
Natomiast gdy ktoś chciał poznać imię osoby zamieszanej w jakąś intrygę, najlepszym autorytetem był... kogut! Trzeba było tylko narysować na ziemi koło i podzielić je na części, wpisując w każdą z nich po jednej literze alfabetu. Na każdej literze kładło się jedno ziarno zboża. Potem pośrodku okręgu sadzało się młodego, białego koguta. Wróżba polegała na uważnym obserwowaniu, z których pól i w jakiej kolejności ptak wyjada ziarna. Rezultaty od razu zapisywano, zestawiając litery w imiona. Należało przy tym pamiętać o uzupełnianiu zjadanych ziaren, bo przecież w wielu imionach litery się powtarzają. Jednak ten sposób wróżenia nie zawsze skutkował. Pewien czarownik zastosował go na rozkaz cesarza Walensa. Władca chciał poznać imię człowieka, który odważy się pozbawić go tronu. "Operacja" udała się tylko częściowo. Kogut zjadł zaledwie cztery ziarna, ujawniając tym samym jedynie początkowy fragment imienia. Problem polegał na tym, że aż kilka imion zaczynało się w ten właśnie sposób. Dla pewności cesarz kazał zgładzić grupę znanych sobie ludzi, do których te litery pasowały. Niefortunny czarownik, aby uniknąć okrutnej zemsty rodzin pomordowanych ofiar, z własnej woli zażył truciznę.

Dorota Lewandowska

Strona główna