![]() | NIETYPOWE WRÓŻBY NA ANDRZEJKI Wiemy, że 29 listopada trzeba lać wosk, śnić, iść na rozstajne drogi. Ale wyobraźnia ludzka nie ma granic i na przestrzeni tysiącleci stworzyła wiele rodzajów wróżb. Niektóre mogą się nam wydać nieco zaskakujące... |
|
Wyśnij sobie męża Chcesz się dowiedzieć, kto będzie Twoim mężem (żoną)? Jednym z najmniej skomplikowanych rytuałów magicznych, który pomoże Ci osiągnąć Twój cel, jest wyśnienie sobie twarzy przyszłego partnera. Spotkanie na skrzyżowaniu dróg W wigilię andrzejek możesz natomiast z powodzeniem posłużyć się inną wróżbą, bardzo niegdyś cenioną. Dziś jej stosowanie może być nieco utrudnione, zwłaszcza w mieście, gdyż wymogiem jest udanie się na najbliższe, niezbyt uczęszczane skrzyżowanie dróg. W mieście o skrzyżowania nietrudno, tyle że zazwyczaj są bardzo ruchliwe... Aneta Bartnicka |
Kolacja z duchem
Inna wróżba miłosna miała w sobie coś z... horroru! O północy dziewczynę żądną wiedzy o przyszłym mężu zamykano w pustej izbie, oświetlonej jedynie bladym płomieniem świeczki. Tam musiała rozebrać się do naga i magicznym zaklęciem zaprosić ducha nieznanego jeszcze narzeczonego na ucztę. Potem siadała tyłem do stołu, ale dzięki trzymanemu w dłoni lusterku nie spuszczała go z oczu. Po dłuższym, pełnym napięcia oczekiwaniu pojawiały się omamy, a wraz z nimi pierwsze rozterki. Bo nie było przecież pewności, czy na wezwanie stawi się oczekiwany gość, czy też może sam diabeł! Taka "kolacja we dwoje" nie zawsze wychodziła kandydatkom do zamążpójścia na zdrowie. Wiele z nich nie wytrzymywało wróżby do końca - wybiegały z izby, a niektóre nawet traciły przytomność. Podobno były dwie możliwe przyczyny takich reakcji - paniczny strach albo "miłość od pierwszego wejrzenia". No cóż, na dwoje babka wróżyła...
Ale dawne wróżby dotyczyły nie tylko spraw matrymonialnych.
Prognoza (z) pogody
Starożytni Hetyci (lud z Azji Mniejszej) wróżyli m.in. z błyskawic i grzmotów. Istniał nawet specjalny zbiór przepowiedni, tzw. kalendarz brontoskopijny (nazwany tak od brontoskopii, czyli sztuki obserwowania piorunów). Proroctwa spisano w nim według następującej zasady: "Jeżeli w dniu 20 sierpnia uderzy piorun, to..." i tutaj podawano, co się wydarzy. Podobne zestawienia, zwane księgami grzmotów i błyskawic, cieszyły się wielkim powodzeniem również w Cesarstwie Rzymskim. Mieszkający w środkowej Italii Etruskowie mieli nawet wróżebną naukę o piorunach oraz swój własny kalendarz, podobny do hetyckiego. Interpretacją objawów burzy zajmował się u nich specjalny wróżbita - fulgurator.
Obsesja znaków
W czasach antycznych znakami wróżebnymi mogły być również sytuacje najzwyklejsze pod słońcem. Gdy po najeździe Galów na Rzym senat debatował nad odbudową lub opuszczeniem zrujnowanego miasta, w pewnym momencie wśród zebranych zapadła cisza. I właśnie wtedy do uszu senatorów dobiegł donośny głos żołnierza, który gdzieś w oddali rozkazywał swym podwładnym: "Zatrzymajcie się, zostajemy tutaj!". Obradujący potraktowali to jako zachętę ze strony bogów do odbudowy miasta.
Ale w tamtej epoce ludzie byli wyczuleni szczególnie na złe wróżby. Z błahych - jak nam się dziś wydaje - powodów odkładano wielkie przedsięwzięcia. Ateńczykom wystarczyło, że tuż przed wyprawą ich floty jakiś marynarz kichnął, a wszystkie okręty musiały pozostać w porcie. Ten uciążliwy przesąd obowiązywał wiele lat, aż w końcu jeden z dowódców wyśmiał go. "Gdyby bogowie naprawdę chcieli ostrzec żeglarzy przed niebezpieczeństwem - stwierdził - to kazaliby kichnąć każdemu z nich".
Rzymianie nie byli wcale mniej przesądni. Gdy pewnego dnia wybuchł bunt przeciwko cesarzowi Augustowi, ten okazał się "mądry po szkodzie". Szybko przypomniał sobie wróżbę, która rzekomo zapowiadała, a może nawet spowodowała, spisek. Wszystkiemu winien był służący cesarza. Gdy rano pomagał władcy się ubierać, założył mu prawy sandał na lewą nogę. Rzeczywiście, zły omen jak się patrzy!
Uczty drobiu
Ciekawa odmiana wróżbiarstwa starożytnego polegała na korzystaniu z usług... drobiu. W Rzymie powszechne były obserwacje zachowania się świętych kur przy jedzeniu. Gdy ktoś pragnął zasięgnąć porady, przynoszono mu klatkę z kurami i sypano ziarno. Zainteresowany zadawał pytanie i czekał na reakcję ptaków. Jeżeli rzucały się łapczywie na pożywienie, wróżba była pomyślna. Jednak nie obywało się przy tym bez fałszerstw. W zależności od tego, czy kapłani mieli ze sprawy jakąś korzyść, głodzili lub karmili do syta kury przed wróżbą.
Natomiast gdy ktoś chciał poznać imię osoby zamieszanej w jakąś intrygę, najlepszym autorytetem był... kogut! Trzeba było tylko narysować na ziemi koło i podzielić je na części, wpisując w każdą z nich po jednej literze alfabetu. Na każdej literze kładło się jedno ziarno zboża. Potem pośrodku okręgu sadzało się młodego, białego koguta. Wróżba polegała na uważnym obserwowaniu, z których pól i w jakiej kolejności ptak wyjada ziarna. Rezultaty od razu zapisywano, zestawiając litery w imiona. Należało przy tym pamiętać o uzupełnianiu zjadanych ziaren, bo przecież w wielu imionach litery się powtarzają. Jednak ten sposób wróżenia nie zawsze skutkował. Pewien czarownik zastosował go na rozkaz cesarza Walensa. Władca chciał poznać imię człowieka, który odważy się pozbawić go tronu. "Operacja" udała się tylko częściowo. Kogut zjadł zaledwie cztery ziarna, ujawniając tym samym jedynie początkowy fragment imienia. Problem polegał na tym, że aż kilka imion zaczynało się w ten właśnie sposób. Dla pewności cesarz kazał zgładzić grupę znanych sobie ludzi, do których te litery pasowały. Niefortunny czarownik, aby uniknąć okrutnej zemsty rodzin pomordowanych ofiar, z własnej woli zażył truciznę.
Dorota Lewandowska