Dzieci Ery Wodnika
| Prowadziła bar. Była fotografem. Robienie zdjęć, zwłaszcza portretów, dawało jej satysfakcję. Mogłoby tak zostać, ale los włożył jej w ręce karty - okazała się utalentowaną wróżką. Przyjęła wyzwanie - wróży i nigdy nie rozstaje się ze swoim amuletem, znalezionym przez jej konia, małym, zasuszonym zaskrońcem ułożonym w symbol nieskończoności. | ![]() |
Ośmioletni syn Izy Dajwłowskiej pochwalił się kiedyś koledze z podwórka: "Moja mama jest wróżką". "Tak? - zaszydził tamten. - A moja jest żabą!" Racjonalny umysł podpowiadał mu, że bajki należy włożyć między bajki. A jednak nie miał racji.
Pierwsze karty tarota Iza dostała od klienta, który przychodził do prowadzonego przez nią baru. Powiedział, że są "dla wiedźmy", bo tak ją widział. Nic dziwnego: nad jej kontuarem wisiała zasuszona żaba, a w całym pomieszczeniu pachniało ziołami. Kiedy na naszej długości geograficznej nikt jeszcze nie słyszał o Feng Shui, ona w swoim barze stosowała zasady tej sztuki. Magią interesowała się tylko z grubsza, ale to wystarczyło, by w barze panowała niesamowita atmosfera czarów: ściany pokrywały magiczne symbole, po podłodze snuły się dymy. Iza dziś się z tego śmieje. Ale kto wie, czy ta magiczna aura nie przybliżyła jej do podjęcia decyzji o zajęciu się, całkiem profesjonalnie, wróżeniem. W każdym razie, swojej pierwszej talii tarota nie wyrzuciła, ma ją do dziś.
Jak opawska komisja pomogła losowi
Fotografią chciała się zająć profesjonalnie. Zdawała na studia fotograficzne do Opawy na Słowacji, ale tam komisja uznała, że Iza powinna wcześniej pouczęszczać na warsztaty fotograficzne. Więc się na szanowną komisję obraziła. Usłyszała wtedy o właśnie powstającej szkole psychotronicznej. Zapisała się do Kolegium Psychotronicznego w Warszawie i już na pierwszym roku okazało się, że jest, jak sama mówi, "nie najmniej zdolna".
Obok chirologii i tarota Izabela Dajwłowska zajmowała się astrologią. Tworzone przez nią kółka horoskopowe (w tle), to obrazy duszy.
Najważniejszym doświadczeniem w szkole było dla niej spotkanie Anny Chałubińskiej, świetnego chirologa. (Chirologia to sztuka odczytywania predyspozycji danego człowieka z jego obu rąk. Za jej pomocą można raczej zdiagnozować, niż przepowiedzieć przyszłość.) Iza, jeszcze na drugim roku, podeszła na korytarzu do słynnej pani chirolog i prosto z mostu wypaliła, że chce być jej asystentką. Pani Chałubińska chyba pierwszy raz zetknęła się z takim tupetem, lecz powiedziała: "Zgoda, musisz jednak, dziecko, popracować nad sobą, bo jesteś kupą sprzeczności". Od tej pory razem układały porozrzucane puzzle, które się w końcu złożyły na Izę Dajwłowską taką, jaka ona jest dziś. Znakomita chirolożka chyba nigdy nie żałowała swojej decyzji - wychowała sobie godną następczynię. Ale też nie spodziewała się, że jej uczennica bardziej niż chirologią zainteresuje się kiedyś tarotem.
Jej pierwszy klient
Iza nigdy nie zarzuciła fotografowania. Zdarzyło się więc, że pewnego popołudnia robiła zdjęcia dziewczynom ze Szkoły Wdzięku. A że przypadki chodzą po ludziach, to i tu znowu o jej losie zadecydował przypadek. Właściciel szkoły miał jednocześnie Salon Wróżb na Placu Zamkowym. Izie przyglądał się wnikliwie już od jakiegoś czasu. Aż tego właśnie popołudnia zapytał ją, czy ma karty. Owszem, miała - wycięte z "Bravo", tygodnika dla dziewcząt. Znała już wtedy symbole kart, ale jeszcze nie wróżyła. Mimo to doprowadził do spotkania Izy z prawdziwą wróżką, a ta zrobiła jej egzamin: zachowywała się jak najgorszy klient, czyli kompletnie nic nie mówiła. Izie pomogła wtedy chirologia. Zaraz potem egzaminatorka, bez słowa, wyszła. Zostawiła Izę zdezorientowaną i złą. I kiedy Iza powoli zbierała karty, solennie sobie przyrzekając, że nic, tylko pójdzie na kurs sekretarek, do pokoiku wszedł... jej pierwszy klient.
Magiczne sybole i amulety towarzyszą Izie od dzieciństwa.
Stanęli przed sobą: dwudziestoczterolatka i całkiem nie znany jej człowiek.
- No, co? - odezwał się zaczepnie.
- Co?
- No, chyba do wróżki przyszedłem.
Do Izy dopiero wtedy dotarło, że mężczyzna oczekiwał, iż ona mu powróży. Nie miała wyjścia, musiała.
Czytała bardziej z rąk niż z kart. I tak została wróżką. Ten klient wielokrotnie potem do niej przychodził. Innych klientów z dnia na dzień robiło się więcej i więcej - docenili jej talent. A okropna egzaminatorka, Renata Szkodzińska, która przekonała się o tym pierwsza i bez skrupułów podesłała jej mężczyznę, co po wróżbę przyszedł, została najlepszą przyjaciółką Izy.
Za pan brat z talią kart
Teraz tarot jest Izie bardzo bliski. Nienawidzi kart w wersji New Age. Dla niej tarot to tradycja. Najczęściej posługuje się więc talią paryską. Ceni ją sobie szczególnie ze względu na to, że Wielkie Arkany przedstawiają symbole, a nie jak w innych taliach - rysunki. Symbole jej nie ograniczają. Dają pole do popisu dla jej intuicji. Ale nawet swoje ulubione karty czasem zastępuje innymi, po to, aby figura przedstawiona na karcie nie zamykała jej w kręgu jakiejś wykładni, nie narzucała jej jednej interpretacji. Iza woli za każdym razem na nowo wyczuwać klimat poszczególnych kart. I chociaż każda z nich odwołuje się do jakiegoś konkretnego wątku, do jednej określonej historii, to jednak symbol jest na tyle żywy, że zawsze poza tym, co można o nim powiedzieć, jest coś jeszcze. Dlatego Iza często mówi "poza kartami", jakby była łącznikiem między klientem a tym, co niewypowiedziane. Jest w tym szczególnie dobra, bo co jak co, ale intuicję ma niezwykle rozwiniętą.
Nie jest dla niej ważne, ile kart wykłada. Często po prostu je rozrzuca. Nie dzieli czasu na teraźniejszość, przeszłość i przyszłość. Czas jest dla niej ciągły. Wszystko jest w ruchu.
Ciemna strona tarota
Za tarotem czyha... Nie, nie diabeł. Często mówi się wprawdzie, że karty to diabelskie narzędzie, ale Iza nie znosi takich bezsensownych opinii... Inna rzecz, że obcując z tarotem, ma się do czynienia z magią. A magia nigdy całkiem bezpieczna nie jest. Żeby odczytać karty, trzeba skądś czerpać wiadomości. Szukasz, pukasz, aż w końcu dane ci jest wejść tam, gdzie jest niedostępna dla innych śmiertelników wiedza, ale nie możesz stamtąd ot, tak sobie wyjść. Dostałeś umiejętność i musisz za nią zapłacić. A cena jest wysoka: płaci się za wiedzę samotnością, depresjami, nadwrażliwością, spadkiem energii. Iza nie zna wróżki, która miałaby szczęśliwie ułożone życie. A zetknęła się z wieloma. W samych tylko telemediach, gdzie kiedyś pracowała, było ich sześdziesiąt!
Czy kiedy zabiję, poniosę za to karę?
Tarot to niezwykła odpowiedzialność. Nigdy nie wiadomo, jaką da odpowiedź, i nie zawsze wiadomo, co z taką odpowiedzią począć. Jednym z klientów Izy Dajwłowskiej był pewien mężczyzna, który od razu w wejściu zapytał: "Czy jak zabiję moją żonę, będę siedział?" Iza wpadła w panikę. Chcąc go nastraszyć, powiedziała, że jest ścigany listem gończym za wcześniejsze przewinienia, w kartach widziała jednak wyraźnie, że jej klient niewątpliwie zabije swoją żonę i nie poniesie żadnych konsekwencji swego czynu. Mówiła chaotycznie, ale on ze stoickim spokojem wyławiał między wierszami to, po co przyszedł. Całkiem słusznie wywnioskował, że miejsce ukrycia żony wskaże mu jej brat. O to mu chodziło. Zanim wyszedł, zostawił pieniądze. Wstydziła się wziąć je do ręki, były brudne...
Prawdziwą inwazję Iza Dajwłowska przeżywa w Walentynki.
Pieniądze były jednak niczym w porównaniu z tym, że uświadomiła sobie, iż ona sama nic nie może zrobić: ani ostrzec jego żony, ani z nikim o tym porozmawiać. Wróżka jest jak spowiednik albo prawnik, którym ludzie mówią o wszystkich swoich grzechach, i tak samo jak prawnika i spowiednika obowiązuje ją zachowanie w tajemnicy wszystkiego, o czym się dowie.
Kto tu sobie żarty stroi?
Na szczęście obok poważnych, a nawet dramatycznych spotkań z klientami zdarzają się też i humorystyczne. Pewnego razu karty pokazały, że pewna pani wielką miłością darzy jakiegoś małego człowieczka. - Niewielu ma pani przyjaciół. Jest pani skoncentrowana na życiu rodzinnym. Szczególną opieką otacza pani dziecko. Chłopca. On jest chory.
- Tak, to mój Maciuś kochany. On taki ostatnio biedny, taki schorowany.
- Sprawi mu pani niedługo jakąś przyjemność.
- Tak, tak. Chcę mu kupić jakąś zabaweczkę, memu biedactwu.
I tak ta rozmowa jeszcze trwała i trwała. Iza i jej klientka rozmawiały o głębokiej relacji między kobietą i będącą pod jej opieką małą istotką. To był jej cały świat, wszystko, co w życiu najważniejsze.
- Bo wie pani, pani Izo, ta moja psinka...
"Psinka? Ciekawe określenie", pomyślała Iza, ale nie zbiło jej to na razie z tropu.
- Bo tylko pani mnie zrozumiała! Nikt tak mnie nie rozumie. Ja tak kocham tego Maciusia. A to taki kundelek. Wie pani, taki całkiem brzydki.
No, tego było za wiele. Dziecko okazało się psem! Kto tu sobie żarty stroi: klientka czy tarot? Ale chyba tylko tarot mógł odkryć całą prawdę o tym, że ktoś traktuje pieska jak własne dziecko.
Wróżka i zarazem psycholog
Kiedy się jest wróżką, nietrudno przekazywać klientom to, co się widzi w kartach. Nie każdą jednak wróżkę obchodzi, jak kto, na przykład, przyjmie wiadomość o śmierci bliskiej osoby. Izę to obchodzi. Dlatego nigdy nie mówi wprost, że karty wieszczą tragedię. Próbuje najpierw poznać siłę danego człowieka i tu się jej przydają umiejętności chirologiczne. Ma takich klientów, których powoli przygotowuje na to, co się ma wydarzyć. Nigdy niczego przed nimi nie ukrywa, ale też nie liczy, że zostanie wysłuchana. Doświadczenie mówi jej, że to, co ma być, i tak będzie, a w każdym razie ona, przynajmniej na razie, nie ma na to żadnego wpływu. Uważa, że każdy sam musi przepracować, co ma do przepracowania.
Chętnie opowiada o pewnej klientce (darzy ją wielką sympatią), która przyszła kiedyś z długą listą kandydatów na męża. Ustalały, który będzie najodpowiedniejszy. Ale na koniec klientka i tak zdecydowała, że wyjdzie za tego, który, według Izy, był całkiem do niczego. Odbył się ślub, a teraz kobieta przymierza się do rozwodu. I znowu się spotykają i wybierają tego jedynego...
Choć Iza nie czuje się powołana do ratowania kogokolwiek, to jednak nikogo nie pozostawia samemu sobie. Doradza, naprowadza na właściwą ścieżkę, pociesza. Ostatnio podjęła ważną decyzję. Widząc, w jakie tarapaty ludzie wpadają z bezsilności, niewiedzy, a często na skutek załamania psychicznego, chce im jakoś pomóc. Dlatego rozpoczęła studia psychologiczne. Jest przekonana, że jako wróżka niewiele może, ale jako terapeutka, przy odrobinie dobrej woli ze strony swoich klientów, będzie mogła więcej.
Żeby tak jeszcze mogła pomóc sobie...
Iza jest znakomitą tarocistką i chirolożką. Bardzo długo zajmowała się też astrologią, a jednak nie umie sama sobie powróżyć. To przekleństwo wszystkich wróżek. Dla każdej z nich własny los jest zakrytą kartą. I to nawet nie dlatego, że tarot milczy. Wręcz przeciwnie. On zawsze gada jak najęty. Problem w tym, że na widok odpowiedzi na własne pytanie każda wróżka mówi: "To niemożliwe". Tak też było z Izą. Karty uporczywie ją ostrzegały, że mężczyzna, z którym była, ma inną. Nie wierzyła, a jednak miały rację...Bogna Rutkowska